Etiopia to jeden z najbardziej fascynujących i niedocenianych kierunków podróży. Kraj, w którym historia sięga czasów biblijnych, a przyroda, kultura i religia tworzą unikalną mozaikę doznań. To tu znajdziemy wykute w skale kościoły Lalibeli, księżycowe krajobrazy depresji Danakilskiej, surowe góry Semien i jeziora Wielkich Rowów Afrykańskich.
To miejsce, gdzie codzienność przenika się z mistycyzmem, a tradycja plemion żyje obok rytuałów starożytnego chrześcijaństwa. Etiopia zaskakuje na każdym kroku – kolorem, zapachem przypraw, muzyką ulicy, ale przede wszystkim ludźmi – dumnymi, gościnnymi i niezwykle otwartymi.
Ta fotorelacja to próba uchwycenia Etiopii takiej, jaką się ją przeżywa – nie tylko oczami, ale też sercem.
Targowisko codzienności – Addis Abeba od podszewki
W jednej z ubogich dzielnic stolicy Etiopii, z dala od turystycznych szlaków i lśniących fasad nowoczesnych budynków, tętni życiem lokalny targ. Nie ma tu stoisk ani zadaszeń – towary rozkładane są bezpośrednio na ziemi, często tuż obok stert śmieci, a gwar, zapachy i kolory tworzą zmysłowy chaos. To jedno z tych miejsc, które pokazują prawdziwe oblicze miasta – surowe, nieupiększone, ale pełne energii.
Warzywa, owoce i kury – codzienny handel pod chmurką
Na każdym kroku widać worki fasoli i cebuli, taczki wypchane po brzegi pomarańczami i melonami, skrzynki z dojrzałymi bananami. Sprzedawcy nawołują klientów, dzieci przemykają między stoiskami, a kury z powiązanymi nogami czekają na swoich nowych właścicieli. Wszystko tu dzieje się szybko, głośno, bez zbędnych formalności – pieniądz przechodzi z ręki do ręki, a uśmiech często bywa walutą samą w sobie.
Obraz kontrastu i codziennego przetrwania
Choć dla zachodniego oka targ może wydawać się chaotyczny i nieuporządkowany, dla lokalnej społeczności to centrum życia – miejsce spotkań, rozmów i wymiany nie tylko towarów, ale też informacji. To tu najlepiej widać ducha Etiopii – ludzi przedsiębiorczych, twardych, pogodnych mimo trudnych warunków. To codzienność, która może szokować, ale też uczy pokory i pozwala spojrzeć na świat z innej perspektywy.
Harer – labirynt historii, duchowości i koloru
Harer – miasto we wschodniej części kraju, uznawane za czwarte najświętsze miasto islamu. Jego początki sięgają VII lub XI wieku (wg różnych źródeł). Stare mury miejskie z licznymi zabytkowymi meczetami zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Miasto w kolorach i zapachach Orientu
Miasto zachwyca swoją unikalną atmosferą – to miejsce, w którym przeszłość jest stale obecna, a duchowość wyczuwalna na każdym kroku. Wąskie uliczki Hareru wiją się między kolorowymi domami, których fasady pokryte są pastelowymi odcieniami zieleni, niebieskiego i różu. W powietrzu unosi się zapach przypraw i kadzideł, a życie toczy się niespiesznie, w rytmie modlitw dochodzących z minaretów.
Kulturowa mozaika i rytuały sprzed wieków
Harer to nie tylko centrum religijne, ale też kulturowa perełka – miejsce, gdzie islam, tradycje afrykańskie i wpływy handlowe z Bliskiego Wschodu i Indii stworzyły niepowtarzalną mozaikę. Na lokalnych targach można kupić ręcznie tkane kosze, biżuterię berberyjską i pachnący chat – liście popularnej rośliny do żucia. Wieczorami odbywa się tu niezwykły rytuał karmienia dzikich hien, które przez wieki żyją obok ludzi, stanowiąc część miejskiej legendy.
Harer. Podczas gdy dorośli zajęci swoimi sprawami pozostawali zupełnie niewzruszeni obecnością białych ludzi, dzieci, skupione w małych gromadkach, nie odstępowały nas na krok.
Zaniedbane, często ubrane w za duże, porwane łachmany, wykorzystywały każdą okazję by poprosić o coś do jedzenia czy zwyczajnie wzbudzić zainteresowanie. Nie lada frajdę sprawiało im pozowanie do zdjęć; z braku lepszych warunków stary metalowy kontener mógł zostać uznany przez nie za odpowiednie tło (patrz zdjęcie nr 5).
Gdziekolwiek nasz jeep zatrzymał się na krótki postój, z okolicznych wiosek i pól zbiegały się dzieci. Liczyły na drobne prezenty – słodycze, długopisy czy koszulki.
Zwykłe plastikowe butelki po napojach również stanowiły cenny nabytek – można w nich w łatwy, wygodny sposób gromadzić i transportować wodę pitną ze studni czy źródeł. Możliwość zobaczenia swojej twarzy uwiecznionej na zdjęciu wywoływała w nich ogromną radość.
Zdecydowana większość mieszkańców Etiopii zajmuje się uprawą ziemi. Rozrzuceni po niezliczonych wioskach i osadach, aby sprzedać swoje plony często muszą wędrować wiele kilometrów do najbliższych targów. Niektórym pomagają w tym osły i wielbłądy, a transport zmotoryzowany to już nie lada gratka.
Tradycyjna chata plemienia Dorze (czyt. Dorsi) w kształcie głowy słonia. Zwierzęta te niegdyś zamieszkiwały tereny zajmowane przez Dorze, jednak zostały zupełnie wytępione poprzez zbyt intensywne polowania.
Tradycyjna chata plemienia Dorze
Kawa mielona i parzona w tradycyjny sposób przez kobiety Dorze ma intensywny smak i aromat – stawia na nogi w oka mgnieniu.
Rzeka Omo – w jej dolinie w pd.-zach. części kraju żyje dwadzieścia kilka plemion kultywujących prastare, indywidualne dla każdego z nich zwyczaje. Ze względu na bogactwo antropologiczno-przyrodnicze tereny te zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Rzeka Omo
Strażnik wioski plemienia Karo położonej na wzgórzu, z którego roztacza się niesamowity widok na rzekę Omo i pobliską dolinę.
Strażnik wioski plemienia Karo
Karo malują ciała kredą i ochrą w fantazyjne wzory. Kobiety z tego plemienia noszą na szyjach liczne wisiorki uplecione z kolorowych koralików. Ich wiosek, podobnie jak w przypadku innych plemion, pilnują strażnicy uzbrojeni w kałasznikowy.
To niewielkie plemię zamieszkuje okolice rzeki Omo, w południowej Etiopii – jeden z najbardziej odizolowanych, a zarazem fascynujących regionów Afryki. Karo znani są przede wszystkim ze swojej wyjątkowej estetyki – ich ciała stają się płótnem, na którym codziennie malują nowe wzory: spirale, kropki, linie przypominające fale. Te zdobienia nie są przypadkowe – odzwierciedlają status, nastrój, rytuały i przygotowania do ważnych wydarzeń w życiu społeczności.
Plemienna elegancja
Mursi – tradycja płytki wargowej
Kobiety z plemienia Karo przyciągają wzrok misternymi ozdobami – ręcznie nawlekane koraliki, metalowe bransolety, naszyjniki z muszelek cowrie czy skóry zdobione aplikacjami z miedzi i kolorowych tkanin. Stroje są skromne, ale każdy element ma znaczenie – to język tożsamości, dumy i przynależności. Życie w wioskach Karo toczy się powoli, w cieniu glinianych chat i w rytmie natury, ale realia nie są bajkowe – obecność strażników z bronią przypomina, że to także region napięć międzyplemiennych i walki o przetrwanie w zmieniającym się świecie.
Kobieta z plemienia Mursi z glinianą płytką w dolnej wardze.
Trudne spotkania z turystami
Dziewczynki Mursi, gdy wkraczają w dorosłe życie, mają nacinaną wargę, w którą z czasem wstawia się coraz większą płytkę. Ich średnica może dochodzić do 35 cm. Kobiety z tego plemienia potrafią być agresywne. Podczas odwiedzin w ich wiosce byliśmy gwałtownie szarpani za ubrania i ręce by zakupić rękodzieła. W ten sam sposób odbywa się walka o to, kto zostanie sfotografowany, gdyż za zdjęcie należy się (koniecznie z góry ustalona !) zapłata. Odpłatne pozowanie przed aparatem jest praktykowane przez wiele plemion. Próba zrobienia zdjęcia bez zgody i opłaty, a także zrobienie większej niż ustalonej ilości ujęć (tubylcy nauczyli się liczyć spusty migawki) może zakończyć się bardzo nieprzyjemnie dla fotografa.
Plemię Hamer
Rytuał przejścia
Plemię Hamer, znane z rytuału przejścia chłopca w mężczyznę, podczas którego musi on przeskoczyć nago przez ustawione w rzędzie krowy. Podczas tańców poprzedzających skok, niezamężne kobiety spokrewnione z chłopakiem są biczowane cienkimi witkami do krwi przez mężczyzn, którzy sami niedawno przechodzili przez powyższy rytuał. Wprawione w trans tańcem dziewczyny przepychają się by dostać jak najwięcej razów; w ten sposób wyrażają szacunek dla krewniaka i proszą go o opiekę gdy zostaną wdowami.
Międzyplemienny targ w Key Afar
Targ międzyplemienny w Key Afar, na którym można znaleźć wyroby rękodzielnicze, produkty spożywcze, ubrania, buty zrobione ze starych opon czy plastikowe pojemniki na wodę (towar niejako luksusowy). Walutą niekoniecznie muszą być pieniądze ; t-shirty są wśród młodych ludzi na południu kraju bardzo pożądane. Im bardziej kolorowe i wzorzyste tym lepiej.
Targ międzyplemienny w Key Afar
Jezioro Chamo
Jezioro Chamo (czyt. Czamo). Rybacy pływający na drewnianych tratwach nierzadko ryzykują życiem – jezioro zamieszkują krokodyle i hipopotamy. Hipopotamy co prawda są roślinożerne, jednak zaciekle i agresywnie bronią swojego terytorium. Z tego powodu zalicza się je do najbardziej niebezpiecznych zwierząt Afryki, zabijających rocznie znacznie więcej ludzi niż krokodyle czy lwy.
Jezioro Chamo
Rybacy na jeziorze Awasa (czyt. Auasa).
Fragment Wielkiego Rowu Afrykańskiego w Parku Narodowym Awash (czyt. Auasz).
Wyschnięte koryto rzeki
Wyschnięte koryto jednej z rzek sezonowych, które podczas pory deszczowej napełniają się nieprzebraną ilością wody, odcinając możliwość dojazdu do wielu miejsc w południowej Etiopii.
W porze suchej koryta przypominają piaszczyste autostrady, po których poruszają się terenowe auta, motocykle i piesi. Jednak wystarczy kilka godzin intensywnego deszczu, by ta sama droga zamieniła się w rwącą rzekę, nie do pokonania nawet dla doświadczonych kierowców. W regionach zamieszkanych przez plemiona Doliny Omo nagłe wezbrania bywają nieprzewidywalne i potrafią odciąć całe wioski od świata na wiele dni. Podróżowanie w tej części Etiopii wymaga nie tylko odpowiedniego sprzętu, ale przede wszystkim elastyczności i gotowości na zmianę planów – tu to natura wyznacza rytm.
Obrzeża Hareru
Jeden z mieszkańców miasta od lat karmi dzikie hieny. Na dźwięk jego głosu, w określonych porach, zbiegają się i są karmione z ręki, po czym wracają do buszu. Jeżeli komuś wystarczy odwagi może sam podać hienom mięso na patyku, pod warunkiem bezwzględnego przestrzegania kilku zasad bezpieczeństwa (np.: pod żadnym pozorem niewolno dotykać ich „pana”).
Autor: Bartosz Horbaczewski